Danuta-Romana Słowik z domu Jabłońska

 

Urodziłam się na początku lat 50-tych w Międzyzdrojach, ale wychowywałam się w Szczecinie. Z tym więc miastem wiążą się moje wspomnienia od najwcześniejszego dzieciństwa: przedszkole, podstawówka, technikum ekonomiczne, praca. Pierwsze przyjaźnie, złamane serca, wojny na śnieżki i wyprawy rowerowe - to wszystko Szczecin. Nad Miedwiem, w wakacje 1970 roku, poznałam mężczyznę mojego życia i w październiku 1973 roku wzięliśmy ślub. W 1975 roku, również w Szczecinie, przyszła na świat nasza córka. I tu urywa się moja bezpośrednia więź z tym pięknym miastem. Początkowo mieszkaliśmy w Stargardzie Szczecińskim, potem w Sosnowcu, dokąd wyjechaliśmy "za mieszkaniem", wreszcie w listopadzie 1984 roku definitywnie wyemigrowaliśmy z kraju. Mieszkamy od tego czasu w Nadrenii - Palatynacie, bardzo ładnym regionie Niemiec - tuż przy granicy z Francją w rejonie Alzacji.

 

Z zawodu jestem ekonomistką. W wieku 14 lat nie miało się w tamtych czasach dużego wpływu na decyzję odnośnie najodpowiedniejszego zawodu na przyszłość. Moje argumenty, że Liceum Plastyczne było moim marzeniem, nie przekonały nikogo.  W zamian za to przekonywano mnie, że rozsądniej będzie skończyć Technikum Ekonomiczne. Tak też się stało. Nie udało mi się po maturze zmienić kierunku wykształcenia. Na Akademię Sztuk Pięknych niestety nie starczyło mi punktów... To były czasy! Punkty otrzymywało się na przykład za pochodzenie społeczne, albo za przynależność do ZMS-u. Nigdy nie pojęłam, co to miało wspólnego ze sztuką... No cóż, moi rodzice - to według określeń socjalistycznych - "inteligencja pracująca", poza tym ja udzielałam się czynnie przez całe szkolne życie w harcerstwie, nie w ZMS-ie, a to kłuło w oczy. Krótko mówiąc, to nie dla mnie były te punkty. Załapali się inni, ci z bardziej prostym kręgosłupem politycznym. Pozostał mi więc mój wyuczony zawód w którym pracowałam w Polsce aż do wyjazdu z kraju. W Niemczech również pracuję w swoim zawodzie, w dziale finansowym dużego koncernu sieci handlu artykułami budowlanymi i mam nadzieję w zdrowiu doczekać tam emerytury.

 

Moje hobby?

Naturalnie malarstwu pozostałam wierna po dziś dzień. Po kilku latach przerwy, spowodowanej ogromnym rozczarowaniem po egzaminach wstępnych, stopniowo wróciłam do pędzla. Malowanie sprawia mi ciągle ogromną przyjemność. Stale uczę się i próbuję nowych technik, ale najchętniej maluję farbami olejnymi. Głównym motywem jest przeważnie woda, fale, burzliwe niebo, ale fascynuje mnie również piękno ludzkiego ciała. Namalowałam kilka obrazów przedstawiających akt kobiecy. Gra światła i cieni na kobiecej skórze jest dla mnie wyzwaniem.

 

Poza tym lubię pisać wiersze. Zawsze sprawiało mi to przyjemność ale po wielu latach mieszkania poza Polską przelękłam się, że zatracę lekkość z jaką dotychczas przychodziło mi ich pisanie.  Dlatego więc w ostatnich latach poważniej zajęłam się poezją. Próbuję również swoich sił w prozie. Często zamieniam więc pędzel na pióro. Wiosną 2010 roku zaproszono mnie na 5 Zjazd Poetów Emigracyjnych, gdzie po raz pierwszy zaprezentowałam moje wiersze publicznie. Ten debiut okazał się przełomowym, wiersze bardzo się spodobały. Zmobilizowało mnie to do pracy i w maju 2011 roku ukazały się drukiem dwie moje publikacje, książka pod tytułem "Tułacze losy", oraz tomik poezji zatytułowany "Europa bez granic".

 

Bardzo lubię podróżować. Początkowo spędzaliśmy rodzinne urlopy pod namiotem, co w skromny sposób pozwoliło nam poznać kraj, w którym postanowiliśmy żyć. Miało to zawsze bardzo dużo uroku. Od ponad dziesięciu lat podróżujemy z przyczepą kempingową. Poczucie "wolności" takie samo ale luksus znacznie większy - powiedzmy - bardziej dostosowany do wieku. W ten oto sposób motywów do malowania, czy opisywania, mam zawsze pod dostatkiem.